Portal
Wystawy czasowe
11.09.2017

 

O wystawie

Dla Muzeum Ziemi Krajeńskiej w Nakle nad Notecią “Bursztyn - Skarb Bałtyku” jest najważniejszą wystawą 2017 roku. Na ekspozycji prezentujemy przedmioty wykonane z bursztynu albo zawierające ten surowiec. Wśród eksponatów można zobaczyć biżuterie, sztućce, figurki, naczynia oraz nieobrobione bryły bursztynu. Są wśród nich np korale ludowe między innymi tzw. Hawajki oraz bardzo liczne wyroby bursztynnicze i jubilerskie z polskich warsztatów działających od II połowy XX wieku do dnia dzisiejszego. Eksponaty pochodzą z trzech muzeów: Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, Muzuem Narodowego w Gdańsku oraz z Muzeum Zamkowego w Malborku.
Uzupełnieniem wystawy są zdjęcia przedstawiające cenniejsze wyroby z bursztynu pochodzące z różnych wieków np. amulety słowiańskie, średniowieczne figurki dewocyjne i nowożytne meble. Prezentujemy również zdjęcia autorstwa Eryka Popkiewicza, bursztyniarza i fotografa. Wszystkie wspomniane fotografie pochodzą ze zbiorów Muzeum Historycznego Miasta Gdańska.

 

Bursztyn - Skarb Bałtyku

 

Bursztyn występuje w wielu regionach świata, jednak to nasz, bałtycki zwany sukcynitem jest najstarszym i najbardziej cenionym w jubilerstwie spośród rodziny liczącej 60 odmian. Dla ułatwienia będziemy posługiwać się nazwą ogólną – Bursztyn, choć klejnot ten ma wiele imion, tak jak wiele jest jeszcze zagadek związanych z jego powstaniem.

Złoża bursztynowe datowane są na okres między 40 a 220 milionów lat. To spora różnica. Większość badaczy przychyla się jednak do okresu powstania bliższego naszym czasom, a więc 40 milionom lat wstecz. To, iż najbogatsze złoża owego klejnotu zlokalizowane są na południowym brzegu Bałtyku wynika z działalności lodowca. Podczas zlodowacenia Wisły (czyli północno-polskiego) ok. 115 tys. lat temu olbrzymie masy lodu ze Skandynawii przepchnęły pokłady bursztynu na obszar od Półwyspu Jutlandzkiego do Półwyspu Sambijskiego. Zalegają one w tzw. modrej (błękitnej) ziemi oraz na dnie morskim. W Polsce złoża znajdują się u wybrzeży Bałtyku, ale i na lądzie – na Mazurach, Kurpiach, w dorzeczu Narwi, Kaszubach, a także w Borach Tucholskich.

Już 4 tysiące lat p.n.e. wykonywano pierwsze przedmioty z bursztynu – figurki, paciorki, amulety. Przedstawiciele kultury uniatyckiej (1700-1450 lat p.n.e.) wykorzystywali znalezione bryłki jako środek płatności – dzięki temu zawędrowały one daleko np. na Śląsk. W kulturze Pomorskiej paciorki bursztynowe wkładane były do pochówków lub doczepiane do popielnic – stanowiły cenny dar dla zmarłych. Oczywiście nie tylko nasi przodkowie zachwycali się bursztynem. Przedmioty z niego wykonywane znajdowane były w Egipcie gdzie nosił nazwę Sokal. W Grecji (tu przyjął imię Elektron  - świecący), po raz pierwszy zwrócono uwagę na jego niezwykłą właściwość – po potarciu o kawałek futra lub tkaniny przyciągał drobne skrawki lub np. igliwie. W ojczyźnie Homera stworzono również piękny mit dotyczący  jego powstania – po tragicznej śmierci Faetona, który zginął rozbijając słoneczny rydwan, boginki morskie zebrały się by go opłakiwać, a ich łzy zamieniły się w cenne klejnoty. W starożytnym Rzymie Pliniusz Straszy zakładał, że jest to żywica jakiś drzew iglastych rosnących daleko na północy, która twardnieje pod wpływem kontaktu z wodą morską. Do takich wniosków doprowadził go zapach jaki wydziela bursztyn podczas spalania, oraz fakt, że znajdowano go głównie przy brzegu morskim. Większość mieszkańców Wiecznego Miasta (poza Pliniuszem)uważała, że Bursztyn to skamieniała uryna rysia – stąd nazywano go Lyncurium. Ta mało zachęcająca geneza nie miała wypływu na szaloną popularność jaką cieszył się nad Tybrem miodowy klejnot. Dla zdobycia cennego przedmiotu pożądania karawany kupieckie wyruszały daleko poza Limes, czyli granicę tego, co ówcześni uważali za cywilizowany świat.

Początek słynnego bursztynowego szlaku znajdował się Akwilei – tu także powracano ze zdobytym surowcem, miejsce to bowiem wyspecjalizowało się w obróbce bursztynu. Stąd przez Vindobonę (Wiedeń), Caruntum (Petronell), Bramę Morawską na Śląsk, do Kalisza, przez Kujawy do ujścia Wisły sunęły wozy wyładowane naczyniami, tkaninami, wyrobami szklanymi których poszukiwali nasi przodkowie. W ten sposób wpływy imperium docierały również na obszar dzisiejszej Polski.

Do historii przeszła wyprawa pewnego rzymskiego ekwity, który aby przypodobać się cesarzowi Neronowi wyruszył w niebezpieczną podróż. Jego wysiłki nie poszły na marne, powrócił do Rzymu z taką ilością bursztynu, że na igrzyskach urządzono dzień bursztynowy – sprzęty, elementy dekoracji, a nawet oczka siatki zawieszonej nad widownią wykonane były z owego skarbu, a pamiętać trzeba, że duża bryłka warta była więcej niż niewolnik. Nic dziwnego że cesarz wykorzystał okazję by pokazać swój prestiż i bogactwo w tak spektakularny sposób. Wraz z końcem imperium rzymskiego zmalał popyt na bursztyn na zachodzie Europy. Około IX w. powstał nowy szlak bursztynowy wiodący na wschód, przez Ukrainę, Morze Czarne do Bizancjum i krajów arabskich. To tam  otrzymał kolejne ze swych licznych imion – AMBAR.

Z jednej strony średniowieczny zachód mniej cenił bursztyn niż perły czy korale, również pozyskiwane z morza, z drugiej strony przypisywał mu lecznicze właściwości. Wierzono, że chroni od bólu głowy, gardła a nawet koszmarów sennych. Trzymanie w dłoni bryłki jantaru miało powodować, że ciało będzie pięknie pachnieć, nasi sprytni przodkowie połączyli zatem przyjemne z pożytecznym tworząc z niego różańce, obracane w dłoni paciorki służyły modlitwie ale i dbałości o siebie. W Lubece powstała nawet oddzielna specjalizacja: „paternostermacherów” – a więc wytwórców  bursztynowych różańców. Powstawały one oczywiście również i w Polsce, choć w niektórych jej częściach pod ścisłą kontrolą władzy.  Na obszarach zajętych przez Zakon Krzyżacki wprowadzono monopol na wydobycie i obróbkę jantaru. Przebywanie na plaży bez nadzoru karane było chłostą, posiadanie ozdób bez zgłoszenia mogło skończyć się randką z miejscowym katem. Prusy Książęce zrezygnowały z owego monopolu dopiero w 1836 r.

Kiedy Gdańsk uwolnił się od uciążliwej opieki zakonu miasto postanowiło nadzorować wydobycie

i obróbkę bałtyckiego skarbu. W 1480 r. powstała gildia skupiająca mistrzów bursztyniarskich. Zrzeszeni w niej artyści strzegli swoich praw i przywilejów, choć musieli znosić konkurencję pobliskiego opactwa cysterskiego w Oliwie, które wyłączone spod świeckiej jurysdykcji utrzymywało własne warsztaty. Jeden z najciekawszych nowożytnych klejnotów wykonanych z bursztynu wiązany jest z opactwem – to serduszko bursztynowe z wyciętym ze  złotej folii portretem Stefana Batorego. Owo cacko było darem opactwa dla protektorki – Anny Jagiellonki, tak cennym, iż królowa kazała się wraz z nim pochować. Innym polskim władcą doceniającym piękno bursztynu był Zygmunt III Waza. Sam parał się sztuką, między innymi złotnictwem, prawdopodobnie spod jego ręki wyszedł mały pucharek „kulawka”, a na jego zlecenie mistrz Georg Schreiber z Królewca wykonał przepiękne szachy.

Wieki XVI i XVII to „złote czasy” dla bursztynu. Mecenat królewski – dworów polskiego i szwedzkiego, magnacki i kościelny sprzyjały rozwojowi. Zamożni odbiorcy mogli sobie pozwolić nie tylko na drobną biżuterię jak naszyjniki, zawieszki czy guziki ale także na większe i bardziej skomplikowane przedmioty – szkatułki, puzderka, relikwiarze itp. Artyści skorzystali z okazji aby rozwinąć skrzydła i popisać się niezwykłym kunsztem o czym świadczą nawet tak nieliczne zachowane do dziś obiekty. Mistrzowie tacy jak Michel Redlin czy Krzysztof Maucher potrafili pracować w tak delikatny medium wydobywając z niego wszystko co najlepsze, udowodnili także znajomość głównych nurtów w sztuce nawiązując w swoich pracach do de Vrisa, Florisów czy van Opbergena.

XVIII w. przyniósł okres stagnacji, wypływał na to między innymi kłopot z nabyciem surowca, co wynikało z ograniczenia wydobycia na terenach Prus, zwłaszcza w kopalniach Sambii. Mimo to właśnie w tym stuleciu powstał najsłynniejszy obiekt z bursztynu – komnata dla króla Prus Fryderyka I. Początek prac przypadł na rok 1707 a wykonania dzieła podjął się Wolffram, niemniej wkrótce wybuchł spór o zawyżone zdaniem władcy koszty. Wobec zaistniałej sytuacji pałeczkę przejęli dwaj twórcy pochodzący z Gdańska – Ernest Schacht i Gottfried Turow.  W 1713 r. gotowa komnata mogła zachwycać gości Charlotenburga. Jeden z nich zakochał się w niej tak bardzo iż zażądał (lub grzecznie poprosił?) gospodarza o jej sprezentowanie. Gościem tym był car Piotr I, a że Fryderykowi Wilhelmowi zależało na dobrych stosunkach z Rosją polecił zdemontować i przewieźć komnatę do Petersburga. Ostatecznie komnata wraz z wyposażeniem została złożona w letnim pałacu w Carskim Siole. W czasie II wojny światowej zrabowana przez Niemców została wywieziona do Królewca i tam wszelki ślad po tym arcydziele bursztynnictwa zaginął.

XIX w. przyniósł obróbkę jantaru na masową skalę. Proste naszyjniki z maszynowo gładzonych

i nawiercanych paciorków wysyłano całymi beczkami do kontrahentów. W owych czasach ostoją dawnego rzemiosła stało się bursztyniarstwo ludowe. Bursztyn jako ozdoba stroju ludowego funkcjonował przede wszystkim w tych regionach gdzie występował w przyrodzie, niemniej znany był

i ceniony również na Śląsku czy w Małopolsce gdzie traktowany był jak rarytas.

Najwięcej ozdób z jantaru wykonywano i wykorzystywano na Kurpiach. Najstarszy znaleziony naszyjnik ludowy datowany jest na XVII w. Od 1798 r. działał w Ostrołęce cieszący się nie małą sławą warsztat Bernsteinów. Do toczenia używano specjalnie przystosowanych do tego celu kołowrotków. Kobiety nosiły naszyjniki – składane w ten sposób by największe paciorki były na środku, mniejsze stopniowo po bokach. Na uroczyste okazje zakładano trzy sznury. Ceniono bursztyny z „wścibkami” czyli inkluzjami – spełniały one rolę amuletów. Czasem do głównego sznura dodawano kilkanaście korali tworzących feston – mniejszy sznur, kiedy indziej dowiązywano „mental” – wisior w formie serduszka lub pasyjki. Niestety kiedy mentale przestały być modne (około 1900 r.) większość z nich oddano do kościołów na kadzidło, stąd mała liczba zachowanych obiektów tego typu. Również panowie na Kurpiach korzystali z bursztynu. Tworzono z niego guziki, klamry do wstążki u kapelusza, żebracy nosili sznury paciorków z dowiązanymi szmatkami pocieranymi o święte obrazy z miejsc pielgrzymkowych.

W latach 30 XX w. zaczęto mieszać w sznurach Bursztyn z koralikami szklanymi, modne stały się też „Hawajki” czyli sznury bryłek nie szlifowanych. Naszyjniki bursztynowe były istotnym elementem posagu. Panna powinna otrzymać kilka sznurów od rodziców, mogła też dostać taką biżuterię po ślubie od męża, ale co istotne nie od starającego się kawalera, ten mógł wręczyć tylko mały wisiorek na niebieskiej wstążeczce.

Na Kaszubach noszono pojedynczy sznur i to tylko od święta. Na co dzień chętnie noszono bursztynowe wisiorki, broszki lub kolczyki – wymagały one mniejszej ilości jantaru stąd były łatwiej dostępne. Wyroby kaszubskie były też mniej starannie wykonane, najczęściej ręcznie pilnikami opracowywano ozdoby, nawet elementy korali.

Po II wojnie światowej zapotrzebowanie na wyroby bursztynowe wzrosło. Stały się one jedną

z podstawowych pamiątek poszukiwanych przez turystów odwiedzających nasz kraj. Niestety ilość przerabianego surowca nie szła w parze z wartością artystyczną obiektów.

Lata 60. XX w. przyniosły zmianę na lepsze. Jantar stał się medium dla młodych artystów. Jedna

z pierwszych wystaw promujących współczesny design odbyła się w 1964 r., a jej gwiazdami obwołano Marię i Pawła Fietkiewiczów. Ich biżuteria wykonana ze starannie dobranych, najczęściej przeźroczystych brył wprawionych w srebro nawiązywała do świata przyrody czy sztuki dawnych mistrzów, jak np. naszyjnik „Art. Nouveau”. Jakiekolwiek byłyby źródła inspiracji, Fietkiewiczowie potrafili odcisnąć swoje indywidualne piętno na wszystkim czego dotknęli. Srebrne oprawy ich prac sprawiały wrażenie tworów organicznych, raczej oplatających lub oblewających klejnot. Oni również zaczęli wykonywać przedmioty o wyłącznie dekoracyjnym, nieużytkowym przeznaczeniu.

Pod wpływem Fietkiewiczów zaczynali kolejni twórcy – Teresa i Marian Sokołowscy. W ich wytworach również zauważalna była tendencja do używania srebra w sposób swobodny, oprawy  wyglądały raczej na wylane niż pieczołowicie nałożone na bursztyn.

Odmienne podejście do swoich wyrobów miała kolejna para artystów – Danuta i Szczęsny Kobielscy.  Srebro zostało u nich poddane  ścisłej dyscyplinie, obowiązywała symetria, często wykorzystywano filigran. Znakiem rozpoznawczym artystów było umieszczanie w większych bursztynach małej srebrnej kropli.

Maria Lewicka–Wala chętnie pracowała na dużych nieregularnych bryłach zamykając je w prostych oprawach z srebrnego drutu.

Gedymin Jabłoński pokochał Bursztyn w jego naturalnej formie często pozostawiał go bez ingerencji: szlifowania czy nawet odczyszczania pozwalając działać jego pierwotnemu urokowi.

Prawdziwa rewolucja nadeszła wraz z grupą PIRO – Stanisław (ojciec) oraz Grzegorz i Łukasz (synowie) Pyra udowodnili, że nie ma dla bursztynu rzeczy niemożliwych. Łączyli bałtycki skarb nie tylko ze srebrem ale i drewnem, szkłem, muszlami, kamieniami szlachetnymi. Powstawały dzieła sztuki jak ze snu Szalonego Kapelusznika, kieliszki nie do picia, kolie nie do noszenia, noże które niczego nie przetną. Bursztyn awansował w ich rękach, był już nie tylko materiałem mniej lub bardziej użytkowym, stał się elementem czystej sztuki. Do ich osiągnięć nawiązał grafik – Wojciech Jakubowski. Początkowo tworzył mniejsze formy by w latach 80. XX w. odważyć się na większe obiekty z wykorzystaniem srebra i innych kamieni.

Warto także z pośród licznych twórców II poł. XX w. – czasu określanego mianem „renesansu bursztynowego” wymienić także Janusza Górskiego. Ten artysta potraktował temat amber dosłownie, a więc skoro  pochodzi z morza, niech towarzyszą mu muszle, kraby, ośmiornice całe bogactwo podwodnego świata.

Bursztyn w XXI w. nadal  opracowywany jest w dwóch nurtach – popularnym na potrzeby przemysłu turystycznego i artystycznym. Dzieła ambitniejszych twórców można podziwiać co roku na AMBERIF największych na świecie targach bursztynu organizowanych w Gdańsku – mieście noszącym dumny tytuł Światowej Stolicy Bursztynu.

 

 

Bibliografia:

Janina Grabowska Polish Amber, Warsaw 1983 r.

Lidia Popiel, Monika Richardson, Polki na bursztynowym szlaku,  Warszawa 2012 r.

Elżbieta Piskorz-Branekova, Biżuteria ludowa w Polsce, Warszawa 2015 r.

 


 

 

Artyści nakielscy - Damian Śledź

 

To kolejna odsłona cyklu wystaw pświęconych artystom związanych z naszym miastem. Tym razem prezentujemy prace Damiana Śledzia.

Damian Śledź (r. 1981 r.), Nakielanin, z zawodu malarz budowlany. W Sylwestra 2003 r. poznał nakielskiego artystę śp. Zygmunta Szot. Spotkanie to zaowocowało rozpoczęciem nauki malarstwa sztalugowego i rysunku.
 
Pierwsze wystawy, w roku 2004, od tego czasu swoje prace prezentował m.in. w Nakle nad Notecią, Szubinie, Mogilnie,  Paterku, Łobżenicy, Wyrzysku, Bydgoszczy, Sadkach.
Od 2011 r. jest członkiem Szubińskiej Grupy Plastyków Plamas.

Główne zainteresowania plastyczne to pejzaż, martwa natura i portrety wykonywane ołówkiem. Inspiracji szuka w pracach Leona Wyczółkowskiego, Władysława Podkowińskiego, Alfreda Wierusz Kowalskiego.

Oprócz malarstwa fascynuje go muzyka, przez cztery lata był członkiem zespołu instrumentalo-wokalnego Kontrapunkt, tworzy również własne piosenki.

Wyślij link mailem
WYPOWIEDZ SIĘ
PDF
DRUKUJ
POWRÓT