Niemiecki rasistowski obóz Potulitz/Lebrechtsdorf

Niemiecki rasistowski obóz Potulitz/Lebrechtsdorf

 

85. rocznica pierwszego transportu

4 lutego 1941 r. do niemieckiego obozu we wsi Potulitz (obecnie Potulice) dotarł pierwszy transport więźniów, polskich rodzin. Tak rozpoczęła się działalność niemieckiego rasistowskiego obozu podległego Centrali Przesiedleńczej w Gdańsku.

Niemcy już we wrześniu 1939 r. rozpoczęli eksterminację polskiej ludności Pomorza, Krajny i Wielkopolski. W ramach polityki rasowej traktowali Polaków jako tzw. podludzi. W tej polityce szczególna rola przypadła Potulicom i zespołowi pałacowo-parkowemu. Początkowo utworzyli w nim szkołę podoficerów SS. W roku 1940 powstał tam obóz. Niemcy starali się zatrzeć każdy ślad polskości, stąd nazwę Potulice zamieniono najpierw na Potulitz, a w październiku 1942 na Lebrechtsdorf.

W listopadzie 1940 na komendanta Lager Schloß Potulitz (obóz pałac Potulice) wyznaczono SS-Hauptsturmführera Waldemara Tennstaedta.

Pierwszy transport dotarł 4 lutego 1941 r. Liczył 524 osoby (173 rodziny) z Bydgoszczy. 6 lutego przywieziono 727 mieszkańców powiatu bydgoskiego. 8 lutego do obozu dotarło 198 rodzin (738 osób) z powiatu sępoleńskiego. Nieszczęśników, wyrzuconych z własnych mieszkań, gospodarstw rolnych, pozbawiano własności. Mieli zabierać ze sobą tylko rzeczy osobiste, kołdry, naczynia kuchenne, pieniądze i zapas jedzenia. Akcje wysiedlania miały brutalny charakter. Odbywały się w porach nocnych, w atmosferze zastraszania, a rodzinom dawano niewiele czasu na zabranie najpotrzebniejszych rzeczy. Pociągami dowożono ich do stacji kolejowej w Nakle. Stamtąd szli ok. 8 kilometrów pieszo. Osobom starszym i dzieciom pozwalano jechać na konnych wozach.

W tym czasie obóz składał się z: pałacu rodu Potulickich i budynków byłych warsztatów klasztornych. Nie było żadnych mebli, tylko gołe ściany i podłogi, na których wysypano słomę (jak w oborach). Nie było ogrzewania, sanitariatów, a nawet dostęp do bieżącej wody był bardzo ograniczony. Posiłki składały się z: kawy (ze zbóż, szyszek itp), suchego czarnego chleba i cienkiej zupy. Kaloryczność była bardzo niska, praktycznie nie było tłuszczy, brakowało mleka dla dzieci. W takich warunkach przesiedleńcy spędzali kilka dni. Osoby skierowane do obozu formalnie nie były więźniami, lecz określano je mianem „mieszkańców obozu”. W tym okresie „mieszkańców” pilnowała 14-osobowa straż, a obozem kierował SS-Hauptsturmführer Waldemar Tennstaedt wraz ze swoim zastępcą. Przybyłych ewidencjonowały 2 urzędniczki - Żydówki.

Po kilku dniach osadzonych wywożono do Generalnego Gubernatorstwa. Tam swoją pracą służyli III Rzeszy niemieckiej (w dalszych planach ludność polska miała być osadzona na zdobytych terenach na wschodzie). 10 lutego odjechał transport kolejowy z 1002 osobami, do podwarszawskiego Piaseczna. Dwa dni później tę samą drogę odbyło 987 osób. Część trafiła na Wołyń, gdzie zginęła z rąk Ukraińców.

Po zamknięciu granicy z GG w marcu 1941 r., niemiecki obóz w Potulicach stał się miejscem gehenny wielu tysięcy Polaków z Okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie. Nie znamy dokładnie liczby ofiar. Szacunki oscylują w granicach 2000. Około 60% ofiar stanowiły dzieci do 14 roku życia.

 

 

Mariusz Gratkowski

Kustosz Muzeum Ziemi Krajeńskiej w Nakle nad Notecią

 

Fot. Instytut Pamięci Narodowej